
Ach, nie przebierajmy w słowach. 12 stycznia dyrektor Carl Rickertsen – tak, ten Rickertsen, człowiek, który sprzedał akcje z entuzjazmem porzuconej kochanki – wbił na rynek 780 000 dolarów, nabywając 5000 akcji po 155,88 dolarów za sztukę. Transakcja tak rzadka, że można ją było pomylić ze śniegiem na Saharze. Od 2002 roku Rickertsen był prawdziwym żarłokiem sprzedaży, a jednak oto teraz jest kupującym z subtelnością młota kowalskiego. Czy to oznaka wiary? A może po prostu zakład na szafę grającą następnego kasyna kryptowalutowego?