W zawiłym labiryncie, jakim są amerykańskie regulacje dotyczące kryptowalut, w którym nici splatają się jakby jakąś psotną ręką, najnowszy spektakl obejmuje ustawę o przejrzystości rynku aktywów cyfrowych, znaną również odpowiednio zagubionym duszom jako ustawa CLARITY. Rzeczywiście, narracja jest daleka od zakończenia, przeplatana szeptami o intrygach Kapitolu.
Po czymś, co wydawało się serią wschodnich wichur plotek – plotek, które z radością wdzierały się do wszystkich pośladków, sugerując, że Coinbase obraziła uświęcone sale Białego Domu – Brian Armstrong występuje naprzód, przywdziewając perły uspokajającej pewności niczym klaun w rzymskim cyrku. Skromnie wzruszając ramionami, ogłasza Biały Dom sojusznikiem o „superkonstruktywnym” usposobieniu, co stanowi absurdalny kontrast w stosunku do oburzenia.

Ale słuchaj! Pod zasłoną serdecznego koleżeństwa kryje się dylemat równie drażliwy jak krzak róży zaniedbany przez kapryśnego ogrodnika. Podczas gdy istoty takie jak Ripple i Kraken przywdziewają zbroję żarliwego wsparcia, Coinbase z namysłem arcymistrza szachowego rozważającego cichą śmierć pionka wybucha w proteście waleczności. Ten protest w swej nieustępliwej istocie jest krzykiem przeciwko źle sformułowanemu prawu, twierdząc, że taka potworność nie byłaby lepsza niż żadna.
Jakie igraszki mogą przeszkadzać?
U podstaw tego impasu leży argument szczególnie szczególnego rodzaju: rentowność monet typu stablecoin. Co ciekawe, najnowsze wydanie ustawy CLARITY Act stanowi, że platformy takie jak Coinbase nie będą pływać na swoich wiklinowych łódkach z odsetkami lub nagrodami tych, którzy posiadają narośla zabezpieczone dolarami.
Banki lokalne, z zapałem obrońców kurczącego się królestwa, zapewniają zabezpieczenie przed „ucieczką depozytów” – jak to określają w ich żargonie paniczny exodus funduszy. Ich strach: gdyby te wirtualne statki oferowały plon na poziomie blisko 5%, złożony z z pewnością fantazyjnych róż i tęcz, tradycyjne rezerwaty oszczędności mogłyby zostać opuszczone i zniewalająco ciche.
Niepokój rozwiał się
Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że zostawiasz ciepłe łóżko w ogniu finansowego uścisku, aby usłyszeć syrenie wołanie o plony, które mieni się na horyzoncie, odległe, ale nie do odparcia. Takie twierdzenie depcze po piętach bankowym gigantom, których koszmary są podsycane strachem przed wygaśnięciem kredytów na domy i rozwojem małych przedsiębiorstw na rogach ulic, gdzie bawią się dzieci i rządzi nieprawdopodobność.
Jednak w jego rogu stoi Coinbase, lekceważący jak kruk w połowie. Wilki regulacyjne, zastanawia się firma, mogą po prostu być odziane w owczą skórę, chroniąc nie bezbronne stado, ale raczej własne legowisko zysku. Ich zdaniem zasada ta jest rękawicą rzuconą w celu rozbicia konkurencji – optymistycznym zwycięstwem starożytnych, których skarbce zaznały metalicznego i szczerego drżenia monet.
W ten sposób Brian Armstrong uchyla się od tej ustawy, podobnie jak młody kochanek mógłby uniknąć kontaktu z niezdarną łanią, zakładając, że zwlekanie oznacza kupienie targowiska uczciwości, gdy nadejdzie właściwy moment, gdy świt odgania gwiazdy od wzroku.
Jednak Armstrong, człowiek, który gnieździ się w optymizmie niczym sprytny taksydermista, który mógłby ułożyć pawie pióropusz, głaszcze się po brodzie i mamrocze, że podróż legislacyjna toczy się wciąż ścieżką łagodną niczym walc Czajkowskiego nieskrępowany.
Jak rozwinęła się ta farsa?
Dziennikarka Eleanor Terrett – której pióro drży w rytmie intrygi – opowiada o wysłaniu głosu stłumionego zasłoną anonimowości, szepczącego o śmiałym manewrze Coinbase, jakby było to kapryśne „jednostronne przeciąganie dywanu”. Wygląda na to, że jest to tajemnica poliszynela, wyszeptana nie przed Armstrongiem, jak wzgardzony kochanek, który wymknął się błędnemu rytmowi serca.
Z uprzejmą bezczelnością Biały Dom upomina firmę technologiczną, żądając jej powrotu do Parley pod groźbą całkowitego porzucenia ustawy, tak jak porzuca się opuszczony statek. W ten sposób Coinbase drży na krawędzi utraty przejrzystości, do której tak oddanie zabiegała.
Krypto-nastroje
WendyO ze zgromadzenia cyfrowego nie odpowiada czczą paplaniną, ale z zaciekłością Tertuliana, błagając, aby „klejnot koronny YEILD” nie był wyrywany monetom typu stablecoin-
„Chciałbym, aby pomysł fermentacji nie wiązał się z wygnaniem Yeild ze stajni.”
Rozległ się głos zsynchronizowany z prośbą WendyO
„Z bezwarunkowym szacunkiem rozważmy Twoją odważną postawę przeciwko żądnym bogactwa bankom. Niech Twoja bitwa pozostawi w spadku ludziom, a nie zwykłe okruchy Twojego buntu”.
Nie trzeba dodawać – och, gdyby nie było to niepotrzebne! – Ustawa CLARITY balansuje pomiędzy nadzieją a zapomnieniem. Na rynku prognoz inwestorzy obstawiają swoje zakłady na to przedsięwzięcie z łatwowiernością zaledwie 52% w okresie zimowym 2026 r.

Jednak podczas gdy limuzyna procedury legislacyjnej z kości słoniowej jęczy w leniwym ruchu, dochodowe przedsięwzięcia ryczą naprzód niczym Aeolus odpowiadający na zew lata. Tokenizowane rynki przelatują i rozkwitają, przemieniając się z osobliwych bibelotów w prawdziwą fałszywkę z nagrodami wartymi miliardy dolarów.
Ostatnie przemyślenia
- W tym starciu rentowność monet typu stablecoin rzuca światło na niepewność sytuacji banków, gdy na horyzoncie pojawiają się cyfrowi rywale z gorliwym jenem, by zastąpić osobliwe sojusze oszczędnościowe.
- Zaloty Armstronga do banków lokalnych przypominają wprawnego szermierza próbującego dzielić i podbijać bez odrzucania prawdy o tajemniczym przedsięwzięciu.
- USD PLN PROGNOZA
- USD CHF PROGNOZA
- GBP CHF PROGNOZA
- RENDER PROGNOZA. RENDER kryptowaluta
- Kapryśne polowanie SEC na Zcash kończy się dowodem zgodności 🎩🐇💸
- EUR UAH PROGNOZA
- Zabawne wzrosty i spadki cen Ethereum: zostać czy ratować? 🤔
- EUR USD PROGNOZA
- EUR ZAR PROGNOZA
- BNB PROGNOZA. BNB kryptowaluta
2026-01-19 14:28